Środa 24.04.2013r.

Poniedziałek zakończyłem tradycyjnie koszykówką. Tym razem, co ciekawe, nie czułem jednak tak w kościach dwóch biegowych dni, mogłem się bardziej zaangażować w grę. Właściwie to nigdy się nie oszczędzam, tym razem jednak miałem dobre samopoczucie i komfort 🙂 …No i działo się…Była walka, była krew (dosłownie!) i pełne poświęcenie. Efekt – w dramatycznych okolicznościach przechyliliśmy zwycięstwo na naszą stronę 🙂 , a końcówka przypominała te znane z NBA 🙂 …. Czytaj dalej