Środa 25.07.2013r.

 

Truchtem do wody…

Dwa dni przerwy w ruchu zawsze się przydają. Wczoraj troszkę mnie nosiło, by podjechać na zachód słońca do Strzeszynka rowerem – w końcu, przez bieganie 😀 , pierwszy raz od czasów niepamiętnych nadszedł lipiec, a ja jeszcze nie wyciągnąłem dwóch kółek 😉 . Ostatecznie dotarłem autem…Ma być relaks – niech będzie 🙂 . Muzyka na uszach, jezioro, resztki promieni słonecznych…tylko komary starały się zakłócić zadumę nad pięknem  😉 …. Wokół było zadziwiająco spokojnie, ledwie dwóch chłopaków skaczących do wody z pomostu, kilka osób, jak ja, żegnających letni dzień w ciszy…Wszystko. Żadnej spodziewanej o tej porze imprezy nadbrzeżnej, czy tzw. stonki…Idealne warunki, by oderwać duszę od codziennego stresu…. Czytaj dalej