Niedziela 15.09.2013r.

 

Ambitni – wygrywają 🙂

OK. Perspektywa zabawy ślubnej nie sprzyja planom sportowym. Przynajmniej w teorii 🙂 . Wystarczy jednak tylko dobrze kombinować 😉 😉 . Moje ślubno-weselne wędrowanie sobotnie zakończyło się dość odmienną od tradycyjnych, obiadokolacją, z pełnym sortem atrakcji towarzyszących tej wzniosłej okazji, ale bez szaleństw do utraty tchu 😉 . To się okazało zbawienne w perspektywie moich biegowych planów na niedzielę 😉 . O godzinie 1ej byłem w domu 😀 …..Co prawda zachciało mi się sprawdzać, co miał na myśli kolega, przysyłając mi smsem ligowy rezultat 2:0 i odpaliłem w nocy nagrany mecz Śląska z Lechem. Kiedy było już i tak za późno, a rezultat i gra naszych „gwiazdorów” wołały o pomstę do nieba, dopadł mnie dołek, że….straciłem GODZINĘ SŁODKIEGO SNU…(!!). Przecie jestem umówiony z Dorotą przy Olimpii na 9:15. Czytaj dalej

Sobota 14.09.2013r.

 

Między deszczem a…deszczem 🙂

Przyzwyczajenie jest podobno drugą naturą człowieka 🙂 . Przywykłem do przyzwoitej biegowej pogody. Faktycznie, od jakiegoś czasu weekendowe poranki, jeśli nie słoneczne, to są z reguły jeszcze przyzwoicie ciepłe, a na pewno suche.

Podciągam roletkę w oknie i przez chwile próbuję zrozumieć widok: kałuże z bąbelkami powietrza?..znaczy – pada….gałęzie się chwieją?…znaczy – wieje… 🙁 . Ciężko to jakoś do mnie dociera, ten widok jest mi jakoś obcy….Parzę sobie kawę i dochodzę do siebie po tym pierwszym szoku. Jak tu się ubrać? Termo + wiatrówka??…Nie no, przesada, jeszcze nie jest tak zimno…Zaglądam do ogrodu – faktycznie zimno nie jest, ale i przestało nawet kropić…No!…To rozumiem, można się zbierać na trening. Czytaj dalej

Czwartek 13.09.2013r.

 

Truchcikiem na Górę Moraską…

Ok. Kupiłem buty. Jeden demon został usidlony 😀 . Cieszę się bardzo, bo jednak im więcej oglądałem filmów z biegania terenowego, im bardziej nakręcała mnie tematyka górska, tym mocniej męczyła mnie świadomość, że ja nawet na te nasze skromne parkowo-leśne tereny nie mam odpowiedniego obuwia… Oczywiście teraz powstał „głód debiutu”, czyli niecierpliwe czekanie na czwartek, na pierwszy bieg…Perspektywa idealna – bieg na Górę Moraską, niezbyt wyniosły „szczyt” (raptem niecałe 154m n.p.m.), bardziej taka podmiejska górka, ale oferująca kawałek zalesionego, pofałdowanego terenu, a nawet zapraszająca na szczyt całkiem rasowym podbiegiem 😀 . Czytaj dalej

Poniedziałek 09.09.2013r.

Heloooo!!!?? Masz już kilka par, po co kolejne?…

Kurcze, dlaczego tak jest, że jak mi coś przyjdzie do głowy, posiedzę nad tym trochę w sieci…to się potem nie mogę od tego opędzić??? I próbuję zmieniać tematykę, głęboko oddychać, okazywać empatię ludziom w krajach ubogich, apelować do rozsądku….Nic. jak siedziało we łbie, tak siedzi…Nawet genialny neurochirurg nie byłby w stanie wykroić fragmentu płata, w którym zapętliła się i zawzięła na mnie….POKUSA 😀 . Czytaj dalej

Niedziela 08.09.2013r.

Niestety, ten wpis „popełniam” po raz drugi…Wczorajsze trzy godziny pracy, z przyczyn mi całkowicie nieznanych..”wyparowały” z WordPressa!!….Nie ma chyba nic bardziej frustrującego, niż pójście spać (wreszcie) z poczuciem zostawienia za sobą kawałka fajnej roboty, a potem rano przekonanie się, jak życie potrafi być złośliwe…Co się stało??..Nie mam zielonego pojęcia….Szkic tego, co pisałem zniknał…I tyle. Ani śladu…Postaram się raz jeszcze, może już skromniej, opisać to, co przyniosła niedziela……………..

******************

„W bieganiu najbardziej lubię….regenerację”….

…te słowa wypowiedział niegdyś nasz biegowy kolega, Piechu i faktycznie je podzielam…Móc położyć się po treningu na zielonym dywanie, popatrzeć w niebo, nigdzie się nie spiesząc…po prostu „się pobyczyć”…Czysta przyjemność….Oczywiście, jeśli nie zmusza nas do tego uraz 😉 …. Czytaj dalej

Sobota 07.09.2013r.

 

Lato..wciąż tu jest..

Tym razem lubię synoptyków. Dane pogodowe z serwisów internetowych potwierdzały, że nie wciskają nam kitu – ale też i prawidłowe zdiagnozowanie tego, co przed nami nie stanowiło specjalnego problemu. Ku wielkiemu szczęściu „rozsiadł się” wygodnie nad naszymi głowami wyż, serwując biegowe warunki jak z bajki!!: na kryształowym, bezchmurnym niebie słońce, oferujące ciut powyżej 20stp., a jakby komuś było za ciepło – delikatne podmuchy orzeźwiającego wiatru. I tak ma być dziś i jutro!!! Mmmmm… Czytaj dalej

Czwartek 05.09.2013r.

 

Zakręceni…wokół jeziora 🙂

Tak, tak…tym razem nie środa…. 😀 …A co! – niech dzieje się coś nowego 😉

Tak naprawdę…skończył się beztroski czas wakacji (ogólnie, bo ja ich nie miałem) i krystalizuje mi się nowy grafik tygodniowy, choć, póki co, nic na 100% nie wiadomo jeszcze…Z „zesżłosezonowego” punktu widzenia trening w środę był ważny, bo we wtorki i czwartki miałem siłownię, a w poniedziałki kosza…Wszystko ładnie się zgrywało. Teraz – wieeeelka niewiadoma…Wczoraj byłbym wolny dopiero ok. 19:30, a że o 20tej robi się ciemno, musiałem zaproponować dziewczynom i Przemkowi przeniesienie zajęć na kolejny dzień. Nikt nie zaprotestował. Udało się. Czytaj dalej

Niedziela 01.09.2013r.

 

Dziecięce bąbelki i władza ludu…

Wczorajsze „rusałkowanie”, zadumane, nostalgiczne i refleksyjne, jeszcze bardziej podkręciło moje oczekiwanie na niedzielne spotkanie. Chciałem znów wtopić się w tą naszą wesołą społeczność, cieszyć ich radością, entuzjazmem, byle by znów nie meandrować w zakamarkach duszy… 🙂 …Radość czekała mnie podwójna, bo zamiast wybierać się na 10tą, ja umówiłem się z dziewczynami już godzinę wcześniej, by asekuracyjnie wybiegać sobie troszkę kilometrów przed zajęciami, a po nich mieć luz i wolność wyboru. Ręcznik planowałem zabrać jak talizman – wczoraj chłodno było, może koło południa będzie na tyle ciepło, by choć pobyczyć się wspólnie na plaży. Czytaj dalej

Sobota 31.08.2013r.

 

Szybkie czterysta…i samotność biegacza…

Wczoraj chodziło mi po głowie, by pobiegać, ale jakoś samemu brakowało mi iskry…Coś jest w tym bieganiu „z kimś”, że gdy przychodzi ruszyć „cztery litery” solowo, mało jest chęci…Nie chodzi o brak motywacji, czy ochoty na trening, bo to jest zawsze, ale…o perspektywę samego biegu – samotne tłuczenie kilometrów jest jak „robota” przy „pracy”, „fastfood” przy „wykwintnej kolacji we dwoje przy świecach”, „gra naszego drugoligowca” przy „Grand Derbi Barca-Real” 😀 😀 ….Poziom emocjonalnego zaangażowania kosmicznie różny 🙂 – ot, trzeba to zrobić i koniec. Wczoraj mało miałem ochoty na „tyrkę” – bo tym najczęściej kończą się solowe wypady, postanowiłem poczekać na dzisiejszy BBL. Czytaj dalej