Niedziela 19.10.2014.

 

Razem…czyli słodko-gorzkie podbijanie Śląska..

Mam jeszcze w sobie echo czwartkowego treningu…Rusałka wieczorem – Mroki Mordoru, rzęsiście padający deszcz, głębokie kałuże pod butami…I Nas Troje, Nieugięci, czyli elita RRTeam 😀 🙂 . Na przekór jesieni, na przekór wszystkiemu…Dwa kółka wokół…Jola obowiązkowo, zgodnie z rozpisanym planem treningowym, Magda – by rozbiegać się bardzo spokojnie po maratonie, ja…dla bycia razem 😉 . Biegamy i rozmawiamy. Jola walczy ze słabościami, my przecieramy przody…Jest fantastycznie, a na koniec niespodzianka – dogrywka na płycie stadionu, we dwoje, z Magdą…Znów to wyjątkowe zapętlenie 🙂 – zamiast kilku kółek, zaliczamy…13! 😀 …bo za każdym razem, gdy zbliżamy się do bramki, mijamy ją z uśmiechem i biegniemy dalej 🙂 ….Strasznie to lubię….bo to znak, że dobrze się bawimy razem i żal nam się rozstawać….Na finał podwożę Magdę do jej auta zaparkowanego po drugiej stronie Rusałki….Super wieczór…taki zaskakujący…wielka szkoda, że nie mogę zatrzymać czasu, bo mam ochotę i potrzebę pogadania…no ale troszkę go spędziliśmy na bieżni, muszę więc ustąpić wobec „życia” 😉 ….Za kilka dni wyprawa do Lubina – kolejny rozdział wspólnej biegowej historii i – mam nadzieję – niezapomniane chwile….. Czytaj dalej

Niedziela 12.10.2014r.

 

Z piekła do nieba…R4M, czyli 15.Poznań Maraton.

Jedna z moich koleżanek z lat szkolnych, komentując mój kiepski nastrój, zaproponowała z dobrą, intuicyjną intencją…”przerwę”…To nie dotyczyło stricte biegania, ale miało szerszy kontekst…Nie zastanawiałem się długo, co jej odpisać…..samo ze mnie wypłynęło……

„Prawdziwe życie rozgrywa się nie na ‚białej pustyni’, gdzie hula mroźny wiatr rozsądku , ale pod palmami, na ciepłym, wygrzanym piasku emocji….”

Bo taki jestem…Jak mnie coś w życiu porywa, to całego mnie…bez kalkulacji…bez chłodnej oceny, czekania, zadumy….Życie nam ucieka, to jedyna pewna rzecz…Życie trzeba przeżywać, a nie tylko przez nie iść…Życie to nie proces fizjologiczny, to materia w nas…Piękna, porywająca, ekscytująca, ale też dramatyczna, niepozbawiona łez…Staram się nie siedzieć w zakamarkach własnej duszy, ale to, co wartościowe dawać innym…Serce…Wtedy dopiero to życie ma sens…Będąc „dla”…Nagrodą jest radość w oczach innych….i ogromna satysfakcja…. Czytaj dalej

Piątek 10.10.2014r.

 

Szukając odpowiedzi…

Ostatnich kilka dni, kilka wieczorów długo będę pamiętał…Pisałem kiedyś, że jesteśmy sumą swoich emocji…Przewartościowania, jakie się w głębi mnie działy, przybiły mnie i sprawiły, że dawno nie byłem tak przygnębiony, a smutek nie wypełniał mnie w każdym zakamarku…Kulminacja nadeszła wczoraj…Byłem wyczerpany…Radość życia uleciała, co gorsza, miałem poczucie, że to nie stan chwilowy – te cztery doby, pomimo mojej wewnętrznej walki, rzuciły cień na to, co przede mną….Czasem bowiem jest tak, że gdy dusza drga wesoło, gdy gdzieś w nas niesie się radosna melodia, a my patrzymy ufnie na świat i tych, którzy są obok, zmieniamy nasze postrzeganie i chwieje się równowaga naszych ocen, falując pomiędzy tym, „jak chcielibyśmy, by było” i tym, „jak jest w rzeczywistości”….Nasza dusza jest jak pryzmat – załamuje światło, tworzy tęczę wokół spraw i ludzi – to dobre zjawisko, bo pozytywnie definiuje nasze patrzenie na nich, kształtuje to, jak ich traktujemy, pozycjonuje ich wewnątrz nas, nadaje im niezwykłych barw i sprawia, że jesteśmy dla nich dobrzy, otwarci i emocjonalnie z nimi związani…Gorzej, gdy przychodzi zmierzyć się, z sytuacją, która ten stan zaburza diametralnie…Toniemy w potoku myśli… Czujemy rozczarowanie…głównie sobą……szukając odpowiedzi…. Czytaj dalej

Wtorek 08.10.2014r.

 

Jezioro ułożone do snu…

Miałem fatalny dzień… Nie pamiętam kiedy ostatnio tak było…W mojej ucieczce od tego, co wokół, pomogła kontrola ZUS w firmie, która spacyfikowała moje miejsce pracy na wiele godzin…Okoliczności jakby same pakowały mnie i wyprawiały w podróż….A dzień znów piękny, słoneczny, zapraszający gdzieś w las…nad wodę…tam gdzie człowiek szuka wytchnienia…..No i stało się….Nie miałem nawet sił i ochoty, by ubierać buty biegowe….Po prostu…chciałem gdzieś zniknąć, przepaść….Tak też zrobiłem…. Czytaj dalej

Sobota 05.10.2014r.

 

Ja frunę…

Sobota…Wczoraj mój życiowy kalendarz otworzył kolejną kartę do zapisania…Sporo ich już za mną, są w nich lepsze i gorsze…Stanowią historię, nic już w niej nie zmienię, ale są o tyle ważne, że ukształtowały moją teraźniejszość…Teraz, gdy wielokrotnie staję z nimi sam na sam, gdy robię wyrzuty o to, czy tamto, przynajmniej wiem, dlaczego jest tak, jak jest….Dziś, na progu nowego dnia, pierwszego dnia reszty mojego życia, staram się mieć uśmiech na ustach, patrzeć przed siebie śmiało…bo…życia można się obwiać, owszem, mówią o tym doświadczenia, można odwracać głowę z lękiem, ale….można też z otwartym sercem i odważnie patrzeć w słońce, bo życie potrafi cudownie zaskakiwać i dla tych niespodziewanych i często niezasłużonych chwil szczęścia warto z radością zaczynać każdy poranek… Czytaj dalej

Czwartek 02.10.2014r.

 

Do pary z Księżycem…

Zakleszczony pomiędzy skrajnymi myślami…Miotam się…Wejście w dzień jest gwałtowne..różne okoliczności sprawiają, że gdybym mógł, ubrałbym buty i pobiegał już o świcie…Przed siebie i najdalej jak się da….Ilu z Was tak ma?..I jak często?….Wielu pewnie…Sam jestem jednak sobie winien…dokładnie – emocjom, które najczęściej stają w kolizji z życiem…jak stłuczka w drodze do pracy….Niby trochę szkła, parę wgniotów, a nastrój na cały dzień idzie w łeb…Tak było o poranku dziś u mnie… Czytaj dalej

Wtorek 30.09.2014r.

 

Myśli spowite mgłą….

…Powroty do pisania bywają trudniejsze, niż powroty do biegania….Nie dlatego, że brakuje tematu, to nie rządzi się taką samą regułą, jak brak treningu i zadyszka…To dlatego, że życie i bieganie splotły się tak bardzo, że jedno stało się częścią drugiego….By pisać o pasji, trzeba byłoby namalować jej tło, wszystko, co wokół, a to już materiał na książkę, a nie skromnego bloga….Jedno lato tego roku zapełniłoby kartki obszernej powieści…lato, które było porywające i niezwykłe…lato, które miało być biegowym wypoczynkiem, a wypełniło się niemal cotygodniowymi zawodami, półmaratonem w pełnym słońcu i piaskach, dwoma cudownymi i niezapomnianymi wyjazdami z bieganiem związanymi, których nie zapomnę nigdy….latem, które przerosło nawet te moje najbarwniejsze marzenia…….. Czytaj dalej