Niedziela 22.06.2014r.

Być może to ostatni tak emocjonalny wpis…Już dawno miałem przygotowaną relację z tego, wyjątkowego dla mnie pod każdym względem, biegu…..

Czerpię siły z emocji, dlatego tak wiele jest ich w tym, co piszę…bez nich moja pasja, moje życie tracą sens….Nie umiem pisać „sucho”, dokumentalnie o bieganiu, bo w nim drzemie moje serce i cała dusza, a cokolwiek robię sercem, pełne jest emocji….Bieganie nie jest dla mnie wszystkim, WSZYSTKIM SĄ WŁAŚNIE ONE, EMOCJE…Gdy gasną, reszta traci sens….

Tą relację miałem napisaną wcześnie, ale to dziś decyduję się na to, by ją opublikować….W ogromnym podziękowaniu Magdzie…za to, co zrobiła i jak mnie zmieniła…. i mojej Biegowej Rodzinie za ten cudowny i niezapomniany tryumf serca…Jedyny taki w moim życiu………………

****************************************************

Sucholeska Dziesiątka Fightera….Najcudowniejszy bieg w moim życiu….

Ostatnio jest u mnie i we mnie burzliwy czas…Taka sytuacja…Emocje pod wszelką postacią zawsze były motorem napędowym mojego działania, czy to życiowego, czy sportowego, właczając w to oczywiście bieganie…Moje stany ducha nie są nijakie, są zawsze spolaryzowane…Albo wrzątek, albo lód…I jak już coś robię, to robię całym sobą….

Miniony tydzień był niezwykły…Wróciliśmy niemal do pełnego składu biegowego, zorganizowaliśmy cudną imprezę w naszym gronie, a teraz nadszedł czas wspólnej „dychy” w Suchym Lesie. Mogę powiedzieć, że – może jako antytezę tego, co w pracy i sferze pozabiegowej – od długiego czasu emocje we mnie grają pierwsze skrzypce, a w takich chwilach, jak ta niedzielna, przeżywają swoją kulminację…

Bo, aby prawdziwie cieszyć się życiem, NIE WYSTARCZY ŻYĆ – to akurat wynika z naszych funkcji biologicznych – TRZEBA ŻYCIE..PRZEŻYWAĆ……. 😀

Poranek…mam sporo czasu. Wstaję o 7ej. Umówieni jesteśmy tak, że dziś ja wszystkich zbieram, zawożę, a potem odstawiam cało i bezpiecznie do domów. Najpierw będę o 11tej oczekiwał Macieja u siebie, potem jedziemy po Magdę, a na koniec po Jolę. Wszyscy razem dalej już do pobliskiego Suchego Lasu. Od chwili pobudki wszystko we mnie pulsuje, huczy, drży 🙂 … Ogromna radość spotkania i wspólnego biegu aż mnie niesie!…Nie ma na dziś żadnego ambitnego planu – ot, pobiec, wesprzeć Jolę, która systematycznie zwiększa dystanse na zawodach…Ale przede wszystkim razem uchwycić chwile i zamknąć je w sercu na zawsze… 🙂 ….Od długiego już czasu moja dusza jest „filtrem” tego, co się dzieje wokół – chwytam to, co najpiękniejsze i zostawiam w sobie. Tak ma być i teraz.

Jestem gotów. Znaczy – uzbrojony w sprzęt. Lewa stopa, jak na złość, próbuje od jakiegoś czasu wygłaszać swoje teorie biegowe…Poduszka na wysokości drugiego palca odbiera pełnię radości z ruchu – jakbym w każdym biegu obijał sobie niemiłosiernie jedną z kostek śródstopia, pojawia się opuchlizna i utrudnia chodzenie…Kilka dni odpoczynku i sytuacja wraca pozornie do stanu wyjściowego, wystarczy bieg i problem jest na nowo. Dziś czeka mnie asfalt i nie będzie inaczej, tym bardziej, że na nogach lżejsze, już nieco „uklepane” i mniej amortyzowane Ekideny…Mam to w nosie – zupełnie inne rzeczy są dziś dla mnie ważne i wypełniają moje myśli 🙂 .

11:00…Auto wyprowadzone, zaparkowane jak w „bloku startowym” na chodniku…Czekam…11:06 – niepokoję się, Maciek bywa raczej punktualny…Dzwonię. Okazuje się, że błędnie odczytal info i szykował się na 11:40… – a na tą godzinę to ja już miałem „w planach” Jolę…Teraz pewnie tak się nie uda. Mistrz spręża się. Odbieram go z domu po około kwadransie. Umówiliśmy się grupowo na błękitne barwy – obaj już jesteśmy przygtowani 🙂 . Teraz, jak na skrzydłach – po Magdę! 😀 . Parkujemy obok jej domu, wysiadam, wykręcam z komórki, ale ona już do nas idzie 🙂 🙂 . Jest również – uroczo błękitna 😀 Wskakuje do tyłu i ruszamy po Jolkę. Auto od razu wypełnia się uśmiechem – już bawimy się świetnie 🙂 . Do Joli przejazd jest na tyle sprawny, że w stosunku do pierwotnego planu mam wahnięcie ledwie 10-minutowe 🙂 . Na szczęście zakładałem spory margines błędu, by dotrzeć na miejsce, zaparkować i spokojnie odebrać pakiety w biurze czynnym do 13tej…Jest tyle swobody, że możemy poszukać miejsca, by „porzucić” pojazd i wejść do Joli na koktajl bananowy, który uszykowała…Jest pyszny…

20140622_1152221

Miałem wątpliwości natury fizjologicznej, bo kiepsko reaguję na produkty mleczne, ale Magda nade mną czuwa 😉 – powiedziała, że będzie ok i się skusiłem 🙂 . Już w komplecie jedziemy do Suchego Lasu, wybierając wariant „tyłami”, czyli przez osiedla, tory i obrzeżem Góry Moraskiej….Jest bardzo wesoło, aż serce rośnie…mam ochotę śpiewać z radości, ale nie chcę nikogo straszyć 😀 😀 …

Spory parking przed Centrum Sportu oferuje jeszcze dużo wolnych miejsc. Wysiadamy. Chmury nad głowami stalowe, słońce próbuje się przebijać, ale na tą chwilę jest bliżej deszczu niż „opalania”. Wieje. I to dość mocno..”Ziiiiiimnoooo” – w swoim uroczym stylu stwierdza Magda i zaraz się ubiera…w polar 😀 . Inni też się ogarniają, tylko mi jest zadziwiająco ciepło 😀 – mam na sobie jedynie koszulkę bez rękawków 🙂 . Emocje grzeją 🙂 .

Wewnątrz spory ruch.

20140622_1215471

Obieramy pakiety, bierzemy w dłoń kawę od organizatorów i idziemy na salę gimnastyczną, gdzie zasiadamy na widowni.

20140622_1223121

Czuję się jakbym za godzinę miał odebrać złoto olimpijskie!!! – jestem podekscytowany tak, że aż w uszach huczy….Nie chodzi o sam bieg, ma być naturalną częścią spotkania – chodzi o to, że JESTEŚMY RAZEM….. 🙂 🙂 I wybornie się bawimy. Wokół siedzą ludzie, skoncentrowani, zamyśleni, niektórzy zatopieni w spokojnej rozmowie, wielu samotnie…My – śmiejemy się, ściskamy, witamy znajomych i robimy sobie „słit-focie” 😀 😀 …Chyba nie trudno nas zlokalizować, bo musi nas otaczać „chmura endorfin” 😀 😀 . Pojawia się Piechu – witamy go wesoło i razem robimy sobie przedstartową fotkę 🙂 . W ogóle – fotki to nasza specjalność 😀 . Jola zabrała ze sobą lustrzankę, a ja korzystam, że Piechu oddał mi wysięgnik teleskopowy od mojej małej kamerki – teraz ląduje na nim aparat i mamy piękne narzędzie, by się razem uwieczniać bez konieczności angażowania osób trzecich 🙂 . Korzystam z tego również, gdy zostaję na stołeczkach jedynie z Magdą – robimy sobie kilka przeuroczych ujęć 🙂 …

Zbliża się 13:20. Pomału rozglądamy się za rozgrzewką, ale wcześniej idziemy zostawić nasze drobiazgi i zbędny balast w aucie. Jola z Maćkiem koniecznie chcą skorzystać z toalety, wyprawiają się do sąsiedniej galerii handlowej. Jako, że wieje, a Magda marznie, wskakuję z nią do auta…Uwielbiam chwile, gdy możemy się na sekund kilka zatrzymać i pogadać, niekoniecznie tylko na tematy biegowe…. To własnie jest „łapanie chwili”, to cała wartość naszych spotkań i tego „bycia razem”….

Jola z Maćkiem wracają. Idziemy gromadą w stronę startu…Sporo tu ludzi, wielu biega w obie strony, Zorganizowanej gimnastyki jednak, ku zdziwieniu, nie widać….Zaczyna kropić….Wskakujemy pod drzewo, obejmujemy się w wąskim kręgu, by było cieplej dziewczynom 🙂 .

20140622_1348191

Drobny opad po chwili lżeje, zostaje taka jakby mżawka. Lepiej nie będzie – zaczynamy truchtać w obie strony. Moja stopa coś tam do mnie „gada”, ale jestem już tak naładowany „endorfinami”, że nie słucham jej… 😉 . Maciek znów odczuwa potrzebę toalety, więc wydłużamy trasę rozgrzewki i zahaczamy o galerię 🙂 🙂 . Prawdziwie celebrycka z nas grupa – sportowo ubrani, robimy sobie fotki nawet wśród szklanych butików 🙂 🙂 ….

20140622_1339281

Wracamy na start. Zostało 10 minut do 14tej…Maciek cały czas się łamał, czy biec towarzysko z nami, czy walczyć o wynik. Przekonuję go, by próbował łamać swój rekord – trasa jest w miarę płaska, a pogoda – poza wiatrem – wyborna. Daje się namówić. Przebija się „na przody” – życzymy mu powodzenia. Mam obok siebie Magdę i Jolę. My razem pobiegniemy spokojnie….

Dziewczyny jednak mnie zaskakują….Jakby poprzedni plan…stracił ważność (!!??)…Nie traktowałem wcześniejszych słów Magdy poważnie, gdy kilka razy, jakby od niechcenia wspomniała, że mogę dziś biec „życiówkę”. Ona samą sobą daje mi tyle pozytywnej siły, że gdy jest obok nie koncentruję się na sobie – zresztą, nie biegam dla wyników, biegam dla „radości wspólnych chwil” – to chyba najtrafniejsze określenie. Jola dopełnia zawsze przestrzeń swoją energią, teraz jednak…niespodziewanie…wycofuje się do tyłu, mówiąc „to powodzenia!!” . Myślę sobie: „zaraz , zaraz, moment – jakiego???”. Pytam Magdy, a ona z uroczym uśmiechem odpowiada: „no jak – Twojej nowej życiówki”…Jestem kompletnie zaskoczony….Nie szykowałem się, nie nastawiałem, miałem zupełnie inne założenia – fakt, jestem niesamowicie podekscytowany, ale nie samym startem, na pewno nie biegiem po wynik dla siebie!!…Patrzę z niedowierzaniem na moją uroczą partnerkę, na jej czarujący i, co gorsza w tej sytuacji, szczery uśmiech…Zaczynam rozumieć…Coś mnie chyba w planowaniu…ominęło 😀 😀 😀 😀

….No ale cóż, do sygnału kilkanaście sekund, szybko w głowie ustawiam sobie nowe zadania…Nie miałem ciśnień, nie myślałem o sobie, teraz jednak mam niezwykłą motywację – stoi obok, wierzy w mój sukces i zagrzewa mnie do boju 🙂 . Jest przekonana, że złamię poprzedni wynik, będzie mnie wspierać i widzę, jak bardzo się z tego powodu cieszy!. Nooo, nie mogę jej zawieść, oooo nieeee! 😀 . Serducho nagle skacze mi do gardła, mam wrażenie, że uniosłem się nad ziemię – to jej MOC i ENTUZJAZM TAK PIĘKNIE MI SIĘ UDZIELA!….Ostatnio biegam szybciej, ale krótsze dystanse…do tego stopa mocno doskwiera…Od strony technicznej nie jestem przygotowany do bicia rekordów….ale mam w sobie SIŁĘ. NO I MAM MAGDĘ!! O lepszym zestawieniu mógłbym tylko pomarzyć…. Kiedy zatem podjąć walkę, jesli nie dzisiaj?? 😀 😀 😀

Ruszamy!! 😀 Na ustach maluje mi się szeroki uśmiech, a jeszcze szerzej uśmiecha się dusza 🙂 …Spoglądam na moją wyjątkową partnerkę – na policzkach rumieniec, na ustach uśmiech, a oczy błyszczą podekscytowane…Jak w takich okolicznościach, przy takim wsparciu, nie dać z siebie wszystkiego??…Zakręty, asfalt pod stopami, sporo ludzi – trzeba torować sobie drogę i uważać na potknięcia….Tempo jak dla mnie zawrotne na tym etapie biegu…~4:40 (!!). Za szybko…staram się zwolnić, ale nogi niosą…Magda, która wraca do formy po kontuzji, prorokuje zadziornie: „będziemy umierać” 🙂 …Myślę: „oj tak…ale…to dobry dzień na umieranie :)…W takich okolicznościach nie lękam się! 😀 😀 ….Nie znam trasy, wiem tylko, że to dwie pętle, a zatem raz jeszcze musimy pobiec tędy….Wciąż gnamy, nasze Garminy mają rozbieżności, ale ja czuję, że 4:50 nie „jest z kapelusza”…CUDOWNE EMOCJE…to one mnie dziś prowadzą..Nie nogi, nie kilometry wybiegane, ale SERCE. I tylko w nim nadzieja….Od zawsze tak jest w sporcie, że zwycięstwo to ogromna zasługa DUCHA. O ile w formie nie liczę na wielką pomoc, o tyle w DUSZY drzemie dziś OGROMNA SIŁA 🙂 🙂 …Jestem zdeterminowany jak nigdy!….

Co chwila spoglądam na Magdę – ona dosłownie FRUNIE obok…Mam wrażenie, że jesteśmy jak dwa ptaki na błękitnym niebie…:) . Koncentruję się tylko na nas, nie widzę nikogo dookoła…Pamiętam, jak kiedyś na niesamowitych warsztatach motywacyjnych usłyszałem to pełen emocji, wiary i potężnej mocy zdanie: FOCUS ON THE DREAM. Tak – ja dziś biegnę…z marzeniami przed oczyma I cudownym wsparciem obok…Magda przechodzi samą siebie!!! – bardzo emocjonalnie mówi do mnie, zachęca z całych sił, robi WSZYSTKO, bym nie zwalniał i nie tracił tego tempa, które jest…..czystym SZALEŃSTWEM!!!….Takie rozwijałem, gdy kiedyś prowadziła mnie z drugą Magdą nad Rusałką po rekord na 5km, ale teraz??? Teraz dystans jest dwukrotnie dłuższy!!!! …Tu nie ma nic z taktyki, TO CZYSTY SPONTAN! Do utraty tchu…To jest NAJPIĘKNIEJSZE SAMOBÓJSTWO, JAKIE POPEŁNIAŁEM KIEDYKOLWIEK!! Mój stan ducha…trudno opisać!………

Nawet nie wiem, kiedy zamyka się pierwsza pętla…Ot – podbieg, potem zakręt, linia startu i zaczynamy drugą część najbardziej niezwykłego biegu w moim życiu 😀 ….Moja głowa próbuje za wszelką cenę „się przebić” przez serce 😀 …Głos rozsądku zaczyna podpowiadać, bym zwolnił, że przyjdzie zapłacić za odwagę i polot 😀 :D…W chwilach ochoty na zejście z tempa, patrzę na Magdę…Tak właściwie…to ja oka z niej nie spuszczam, nie jestem dziś w stanie 😀 😀 , działa jak potężny magnes 😀 …To co robi, jest MAGICZNE!…Jest zaangażowana CAŁĄ SOBĄ, a nawet bardziej……Wiem w stu procentach, że i ona dziś BIEGNIE SERCEM, by mi jak najlepiej pomóc…Świadomość tego wyłącza u mnie ból, wyłącza nawet umysł, całkowicie wygasza cokolwiek, co mogłoby przeszkodzić cieszyć się biegiem obok niej…Jeszcze na pierwszym kółku „zaszalałem”, podbiegając do stojącej policjantki i przybijając z nią piątkę, teraz już tylko w całości ODDAJĘ SIĘ WE WŁADANIE MAGDZIE…:D 😀 To ona, jej słowa, jej gesty, jej spojrzenie toruje mi drogę…Nawet, gdy rozwiązuje się jej po raz pierwszy but, nie przystaję – biegnę, ona mnie dogania….Zamiast czuć zmęczenie, rzecz normalną na tym etapie zawodów, ja SZALEJĘ Z RADOŚCI: OTO WŁASNIE ROBIĘ COŚ NIEZWYKŁEGO, COŚ ABSOLUTNIE NIEZAPLANOWANEGO, SPONTANICZNEGO, a przy tym całym sobą daję upust i ODKRYWAM SWOJE EMOCJE…. To nie jest…tylko ZWYKŁY BIEG 😀 :D…………..

Mijamy siódmy kilometr…MAGDA SIĘ ROZKRĘCA – JEST CUDOWNA!! Gdyby nie rytm biegu, gdyby nie cel formalny, czyli dobry czas, zatrzymałbym się, wyściskał ją, wykręcił z nią kółko i wycałował :D…TAK MAGICZNIE I WSPANIALE MNIE MOTYWUJE…To jest dla mnie ABSOLUTNIE wzruszające – na ósmym kilometrze, gdy nogi słabną, ja mam łzy w oczach….I nie z bólu, nie z wysiłku, ale ze wzruszenia, z JAKIM ODDANIEM, PASĄ I WIELKIM SERCEM MNIE WSPIERA……..

dscf82221

W gardle grzęzną jakiekolwiek słowa…….Gdy zostaje niewiele ponad kilometr, trasa zaczyna falować, znów zakręcać….Zerkam na zegarek, jest 5:05-5:10…Wolniej…ale to i tak CZYSTY OBŁĘD…To czas w okolicy 50 MINUT NA 10 KILOMETRÓW!!!!! To jak SEN!! To niemożliwe, bym tak pobiegł!!! Fizycznie czuję już cenę, ale trzymam się uparcie i z rozkoszą patrzenia na Magdę 😀 😀 ….Niewiele mówię, słucham jej i nie zdejmuję wzroku – JEST MOJĄ SIŁĄ….Wiem, że mam podbieg przed sobą, wyrzucam coś z siebie o umieraniu, ale MÓJ ANIOŁ odpowiada: „nie pozwolę Ci umrzeć!! Uratuję Cię!!” Jest lekarzem, czuję się bezpieczny, ale nie oczywistość tego porywa, a DETERMINACJA w tych słowach – one aż WYRYWAJĄ MNIE W GÓRĘ na ostatnie pół kilometra…..Dowiaduję się, że gdzieś miał stać również tu Maciek 🙂 – a jednak to był plan!!!!!! 😀 😀 😀 <3

Podbieg – nie jest stromy, mięśnie już jednak TAK nie słuchają, nogi ważą podwójnie, ale DUSZA LECI, więc połykam ostatnią przeszkodę….zakręt, wlot na stadion…Jest MACIEK! Mistrz czekał u wrót, dalej za nim jest tylko stadionowa, pomarańczowa mączka, prosta, łuk i ostatnia „setka” z metą…Magda mnie uskrzydla, a Mistrz daje dodatkową wiarę….Nie chcę jeszcze szaleć, czekam na ostatnie metry…Magda, którą tak cudownie rozpiera entuzjazm, porywa mnie krzycząc, że będzie 49 minut!….To brzmi jak proza Stanisława Lema…49 MINUT???? KOSMOS JAKIŚ, nie mogę uwierzyć….Teraz oboje, z obu strom, robią wszystko, by mnie poderwać..Ja staram się tylko utrzymać równe tempo i luz, jak najwięcej luzu….Moje dusza, która w biegu splotła się z duszą Magdy, teraz, na wyjściu z łuku i ostatnich stu metrach WYBUCHA…Zegar zdradza, że nie będzie 49 minut, zabraknie kilkunastu sekund, ale teraz nie o czas już chodzi, a o pokaz tego, co wypełnia moje wnętrze…

sl-finisz-11

sl-finisz-21

Ruszam do sprintu!! 😀 …Jak husaria pod Wiedniem 🙂 …Przyspieszam na pełnej mocy..Moje wsparcie, zupełnie zaskoczone zostaje przez ułamek sekundy za mną, a gdy się ze mną zrównują, ja jeszcze przyduszam…Tu nie ma kalkulacji – JEST PEŁNA MOC 🙂

Wreszcie – META!!…Dwa „garby” pomiarowe…Linia życia i śmierci…Tuż za nią wyhamowuję, ale za wszelką cenę nie chcę stawać, muszę się ruszać, choćby spacerować, byle nie stać…Ciężko tu się ruszyć, bo kilkanaście metrów za „balonem końcowym” stoi wciąż mnóstwo biegaczy, którzy byli przede mną…Nie odbieram medalu, nie zdaję chipa, przeciskam się w stronę trawiastej przestrzeni, łapiąc głęboko powietrze…Nogi ciężko prowadzą, ale mimo wszystko czuję się CUDOWNIE…Tak własnie działają emocje 🙂 🙂 …Przez moment przychodzi mi do głowy położyć się na ziemi, robię to, ale zaraz wstaję…Muszę odpoczywać w marszu 🙂 . Gdy po minucie, dwóch dochodzę do siebie…szukam moich Aniołów 🙂 . Nie przeszkadzali mi, pozwolili w spokoju odzyskać świadomość…Teraz dociera do mnie dopiero wynik – jest, jak dla mnie REWELACYJNY, 00:50:20, jak ze marzenie….Jednak najpiękniejsza i niezapomniana była DROGA PO NIEGO – wszystko, co zrobiła Magda, nie da się w żaden sposób zamknąć w słowach….Idę wprost do niej….Uśmiecha się uroczo, a ja wycałowuję ją!…:D To tak niewiele…….za TAK WIELE!!!!….Jestem zmęczony, ale bardzo, bardzo, BARDZO SZCZĘŚLIWY…Ściskam Maćka serdecznie za te ostatnie stadionowe metry, a on pogania mnie po zaległy odbiór medalu i daje wodę….Pamiątkowy krążek ląduje na piersiach, mam też możliwość uzupełnienia płynów. Gdy wracam, moja eskorta znika…”Poszli wesprzeć Jolę” – myślę i się nie mylę…Znajduję ich blisko miejsca, gdzie dołączył do nas Maciek…Jest wreszcie chwila, by okazać Magdzie wdzięczność słowami za to, co zrobiła dla mnie…

Gdy wbiega nasza „fighterka”, ruszamy obok niej – zagrzewamy do ostatniego wysiłku i odliczamy metry…Jola zachowuje spokój, przyspiesza dopiero, jak ja, na ostatniej prostej….Tuż za metą też musi przez chwilę „wrócić do siebie”…Dopada mnie konferansjer z mikrofonem – mam okazję dać wyraz swojej radości, choć miarkuję słowa, bo w natłoku endorfin mógłbym wykrzyczeć swój stan ducha 🙂 🙂 . Jest cudownie, bo wszyscy aż pulsują od wrażeń….Obok nas – symboliczna linia życia i śmierci… – CO ZA NIEDZIELA!! 🙂

Robimy sobie historyczną fotkę, dołącza do nas Marek, kolega i maratończyk. Ja z trudem jestem w stanie ustać, mam wrażenie, że się z emocji unoszę…

20140622_1510141

Wędrujemy do auta, Magda szybko się wychładza w podmuchach wiatru, inni też chcą się odziać…Wracamy w okolicę stadionu, by skorzystać z grochówki….Jako, że kolejka gigantyczna, dziewczyny zajmują miejsce przy stoliku, my ustawiamy się w ogonku. Ja zostawiłem swój numer startowy w samochodzie – niestety jego narożnik to równocześnie bon na jedzenie, a do samochodu daleko – jakiś przypadkowy biegacz użycza mi swojego. Zupa smakuje WYBORNIE!! 😉 .

20140622_1550141

Zaspokoiwszy braki pobiegowe, wędrujemy do budynku Biura Zawodów – tam Maciek korzysta z toalety, my zaś powtarzamy kawę. Zanim jeszcze opuszczamy gościnne progi budynku, prosimy innych biegaczy, by zrobili nam fotkę końcową na tle tablicy zawodów 🙂 . Mnie emocje unoszą, czuję się jakbym rozpostarł skrzydła do lotu…Podczas zdjęcia odlatuję 😀 .

20140622_1608221

Niestety czas do auta…Ruszamy szczęśliwi, bogatsi o kolejny medal i doświadczenie, ale też o niesamowite wrażenia…Dla mnie każdy przebiegnięty metr tej trasy naznaczył duszę w sposób przecudny i nie w kontekście wyniku, który jest i tak wyborny, ale z racji potężnych emocji, które kumulowane w duszy, tu eksplodowały…NIGDY NIE ZAPOMNĘ TEGO BIEGU….on wiele we mnie zmienił 🙂 …

Jolkę wysadzam pod domem, potem jedziemy pod dom Magdy, a na koniec odwożę Maćka…Tak kończy się ta niezwykła niedziela…Tak kończy się ten niezwykły tydzień…

Garmin…

Wrażenia…

W opisie jest ich przesyt, więc nic tu już nie będę dodawał… Może tylko to, że gdy już opadł kurz, gdy do świadomości doszło, że te niezwykłe chwile…już minęły…poczułem ogromny endorfinowy głód i tęskno mi było za niezwykłym towarzystwem tych, którzy zagościli w mojej duszy na stałe…

 ***********************************

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *