Czwartek 04.02.2016r.

…Z największym trudem….

Chwila. Ulotna. Niepowtarzalna. Cała sztuka życia, to zrozumieć, że nie wróci. I uszanować ją. Chwytam chwile. Od tak dawna…Mam poczucie upływu czasu, który wprost przecieka przez palce, nawet, gdy się go wyciska jak gąbkę. Chwile bywają cudowne, niezapomniane…Po nich często występuje żal do losu, że odchodzą, ale też radość, że były dane i że się je pięknie przeżyło…Chwile też bywają trudne, a nawet bardzo…Też odchodzą w pamięć, ale rezydują tam niechciane. I przynoszą ból i gorycz… Czytaj dalej

Wtorek 19.01.2016r.

…Chronologicznie, to powinno być o niedzielnym crossie w Daszewicach, ale…dużo by pisać :) :P….

Icerunning….

„Nie…Nie i koniec. Nie wyłażę na ten ziąb!”…W głowie protest. Ciało chłonie resztki ciepła, uzbieranego na trasie do Strzeszynka, a w głowie mętlik…Wokół ciemna i obca pustka, w kabinie przytulne światełko, na zewnątrz mróz, tu, w „blaszanej puszce” wciąż tak przyjemnie….Ciało od wewnątrz ogrzewa wesołe wspomnienie sprzed tygodnia, które wraca…I głos: „Zzzziiiimnoo” :) . Próba – uchylam drzwi…i od razu zamykam….”Nie, to jest chore…Samotnie, w ciemność, na lód i w mróz…” głowa oponuje…Ale budzi się serce – tydzień temu, frunąłem, było cudnie, teraz walczę…ale to właśnie w takich chwilach trzeba, bo teraz właśnie pokonuje się słabość…A jest co. Tu, w małej przestrzeni, niedawno wesołej, dopada mnie samotność…Rozsądek krzyczy – wracaj, dusza mówi – nie rezygnuj….Reakcja może być tylko jedna…. Czytaj dalej

Wtorek 12.01.2016r.

…Powrót…do pisania…Być może 😉 …Może teraz będzie krócej, „esencjonalniej”…mniej będę „przynudzał” 😉 ….Kiedyś, u zarania, biegłem do kompa i podłączałem palce do klawiszy klawiatury niemal natychmiast po treningu…Żeby przeżycia były jeszcze gorące!…żeby dzielić się nimi niemal na żywo…Działo się tak, bo wiedziałem, że ktoś to czyta, że ktoś np. poniedziałkowy poranek zaczyna od kawy i lektury tego, co tu przelałem…rozkodowanych emocji….:) , że to zapis wspólnych chwil, a nie tylko kolejna sucha relacja z samotnego truchtu..Może teraz będzie inaczej, bardziej syntetycznie…pewnie tak…Czas popłynął, świat wokół skierował swoje fascynacje gdzie indziej, wzrok powędrował w inne strony…Ja niewiele się zmieniłem, często i gęsto sam ze światełkiem przemierzam niegdyś wypełniane gromadnym śmiechem wieczorne szlaki….Nie poddaję się…Może dlatego zdarzają się czasami, jak niezwykły bonus od losu, chwile takie, że wszystko wraca – dawana radość, łomot serducha, nieodczuwalne zmęczenie… najpiękniejsze endorfiny, jakich doznawałem….doznaję niezmiennie wciąż…za jakimi tęsknię….bo „samotność biegacza” nie jest w moim przypadku radością….Tak było właśnie we wtorek…..

************

To piękny czas na bieganie…. Czytaj dalej

Umarł król – niech żyje król :)…Olight H15S Wave XM-L2….

 

Olight H15S Wave XM-L2 – pierwsze wrażenia…

Zacznę od tego, że mój ulubiony, 100-lumenowy Mactronic HLS-K1+, który dzielnie oparł się nawet pożarowi paska (!), niestety dokończył żywota. Przyczyna? Prawdopodobnie zawał elektronicznego serca – pacjent zszedł nagle i zaskakująco, ale też godnie, bo w boju…Powstała niespodziewana potrzeba następcy i tu przypomniałem sobie, że mój kolega, Maciek, rok jakiś temu, wybierając się na nasze wieczorne, jesieno-zimowe, czwartkowe biegania, dokonał zakupu czołówki. Była bardzo podobna wizualnie do mojej, jednak mocniejsza i miała bardzo pożądany przeze mnie dyfuzor. Poszedłem tym tropem. Tak oto zakupiłem Olight’a H15S, z drugiej już odsłony tego modelu. Czytaj dalej

Niedziela 14.06.2015 r.

….Nigdy nie zwątpić….

Przepraszam…Już na wstępie. Każdego z Was, który zacznie czytać ten wpis. Ostatnio tak rzadko tu zostawiałem jakieś słowo dla Was, a dziś, gdy siadacie po słonecznym i pewnie wybieganym weekendzie, szukając tu wreszcie kolejnego odcinka towarzyskiej sagi, czy może opisu kolejnych moich przebytych kilometrów…przeżyjecie zawód…. Wybaczcie mi…. Czytaj dalej

Niedziela 12.04.2015r.

…Cyfry to cyfry. Są ważniejsze rzeczy…

…8. Poznań Półmaraton…

….Zimno. Nawet bardzo, bo wieje. Mam na sobie kompresy, letnie spodenki, koszulkę techniczną z krótkim rękawkiem i bluzę. Mimo to wiatr dobiera się do mnie. Krzyżówka ulic, przystanki w różne strony. Dylemat. Za kilka chwil podjedzie „8ka”, zawiezie mnie bezpośrednio do celu…Nieco później będzie „7ka” w kierunku Wildy, a dalej przesiadka na „6kę”. Na miejscu o 20 minut później, ale za to mam szansę jechać z Pędziwiatrem. Wybieram jednak pierwszą opcję. Daję znać Maćkowi. W tramwaju komfort. Ciepło, przejazd mam od organizatora za „free”. Jak na niedzielny poranek sporo ludzi. Są i biegacze, poznać ich łatwo po butach. Włączam muzykę…. Czytaj dalej

Środa 01.04.2015r.

 

…Gradem w twarz…

Do wczoraj jeszcze głęboka jesień, dziś zdecydowała się uchylić duszę i wpuścić kilka promieni. Nawet więcej :) … Tak naprawdę stał się cud – słońce gwałtownie rozsunęło chmury i z bliska zaświeciło w zdumioną twarz. Życie zaskakuje, również pozytywnie. Zastygłem w bezruchu, by chwili nie płoszyć, błyskawicznie nastawiłem się na odbiór nawet mikro-bodźców, jakbym po wielodniowej włóczędze po pustyni nagle znalazł się w oazie, w cieniu palmy, dostał do ręki chłodnego drinka…Niespodziewana i aż paraliżująca w zalęknieniu odmiana, ale mam świadomość, że potrwa ledwie chwilę…potem wrócę na piach…I tak się dzieje. Zostają mile zawroty głowy, powodujące lekką, acz przyjemną, dezorientację… Czytaj dalej

Poniedziałek 23.03.2015r.

…Puls życia…

Wiosna…Uwielbiam ten czas. Uwielbiałem?…Nie wiem, co mam napisać. Zawsze oznaczał przełamanie trudnego czasu, mroźnego, śnieżnego i nadejście ożywienia, radości w sercu, ptaków, zapachów i tego cudownego podniecenia na myśl nie tylko o wyjściu do lasu, bieganiu, ale chyba na myśl o wszystkim…Hormony? Na pewno…One też się budzą z letargu…Emocje?…O tak!….Radość życia wyrażana wszystkim….

Czytaj dalej

Sobota 14.03.2015r.

…Maniacka Dziesiątka…

…Gdzie się podziały kolory?…Zawieszam nieruchomo wzrok daleko przed przednią szybą auta….Migają samochody, jeden za drugim…Przechodzą ludzie…Pojedynczy biegacze…Kibice…Jakby w zwolnionym tempie….Wtulony w fotel, wypełniony po brzegi pięknym, poruszającym głosem Hani Banaszak, zasłuchany w znamienną frazę, która dotyka głębi duszy i uwalnia łzy….opieram głowę o boczny słupek….Sporo czasu, niemal półtorej godziny do biegu….Mogę siedzieć, chcę siedzieć, właściwie nigdzie nie chcę iść…Nie mam ochoty na bieg…Niewiele dziś spałem, wczoraj też…Mijają minuty, jeden kwadrans, drugi…Emocje, posłuszne grawitacji,  płyną wąziutką strugą…. Czytaj dalej

Sobota 07.03.2015r.

…Ta ostatnia prosta…

Nie, nie o śmierci będę pisał…bez obaw 😉 . Przynajmniej nie o tej dosłownej 😉 ….

…Z tym bieganiem to jest tak, że ta część moich znajomych, która nie ma ze mną częstszego kontaktu – czyli niemal wszyscy 😉 – albo boi się mnie zapytać banalnym „co słychać?”, albo uznaje to za bezsensowne, bo wydaje im się, że mogą usłyszeć tylko jedną odpowiedź: „no co, biegam…”. Czytaj dalej