Niedziela 08.12.2013r.

 

W ulubionym towarzystwie…

Wczorajsza zabawa biegowa pod okiem Yacoola była pierwszym bliższym kontaktem z warunkami zimowymi. Poprawię się – z krajobrazem zimowym, bo temperatura bliska była zera, nie było lodowatego wiatru, a śnieg nie smagał twarzy. Mimo to – było jak z albumu o zimie 🙂 , a moje Mizunki tak bez echa przeszły test przystosowawczy, z którego wyszły zwycięsko. Nie są to rzecz jasna typowe buty do pokonywania zasp, stałego kontaktu z  białym puchem, odgrodzone od niego membraną, ale mają terenowy bieżnik, który już w błotnistym lesie pokazał, co potrafi 🙂 . Obcując ze śniegiem po kostki, tak samo, jak podczas deszczowego dnia, buty łapały wilgoć, ale siatka jest na tyle przewiewna, że pod wpływem ciepła stopy wilgoć odparowuje i nie czuję z jej tytułu żadnego dyskomfortu. Bardziej przezorne okazały się nasze dziewczyny 🙂 . Magda już jakiś czas temu kupiła „mocne” Asics-y, wczoraj na podobne obuwie zapolowała Aga. Dziś oficjalna prezentacja jej Adidasów Kanadia 5 Trail GTX 🙂 .

Dzień budzi się podobnym do wczorajszego, słonecznym, zimowym pejzażem. W takich okolicznościach serce samo rwie się do biegu, a wczesna pobudka nie jest problemem. Zakładam na siebie, tak jak wczoraj, termo, koszulkę techniczną i wiatrówkę – taki zestaw sprawdził się idealnie. Gnam nad Rusałkę w świetnym nastroju. Parkuję, rozglądając się dookoła – mimo pięknej pogody biegacze chyba jeszcze łapią ostatni sen, bo przy stadionie sporo miejsca na zostawienie auta. Gdy wysiadam, od strony wiaduktu nadciąga Magda,…coś do mnie kiwa, potem zakręca na obrzeża stadionu…Spokojnie się sposobię, przyglądając się temu, co robi, a ona przecina prostopadle asfalt i wbiega na teren szkoły jazdy….Postanawiam chwycić w kadr to jej radosne krążenie 🙂 …Przyczajam się „z ukrycia” 😉 …

20131208_085921

20131208_085934

Po chwili przebiega koło mnie…”Jeszcze tylko 200 metrów” 🙂 …

20131208_090012

W końcu dołącza do mnie i możemy się przywitać 🙂 . Wyglądamy Agnieszki…Jej auto po chwili pojawia się na wyboistym wjeździe 🙂 . Kiedy już jesteśmy w pełnym składzie – Maciek pisał mi, że wyrobi się dopiero na ok. 9:30 – możemy podziwiać w pełnej krasie nowe obuwie naszej koleżanki 🙂 . Jest kolorystycznie wyważone, żeby nie rzec ascetyczne, ale takie właśnie bardzo mi się podoba – szczególnie fajnie prezentują się „zęby” z przodu, których zadaniem jest wgryzać się w teren. Będzie miała Aga z nich pożytek 😀 . Robię małe foto-zestawienie obuwia naszych miłych pań 🙂 …

20131208_090839

… i ruszamy wydeptanym szlakiem. Rusałka w śniegu i słońcu wygląda pięknie…Nie pędzimy, tempo powyżej 6:00 pozwala swobodnie rozmawiać się i śmiać, a energia i ekspresja Agnieszki to gwarantuje. Oczywiście co chwila wracamy do jej wrażeń z biegu – buty miały już pierwszą próbę wczoraj i od razu przypadły jej do gustu. Teraz też potwierdzają trafność wyboru. Aga jest w świetnym nastroju – do tego stopnia, że po minięciu „cypla” sama zachęca mnie do pamiątkowego zdjęcia z bajkowym, śnieżnym tłem 🙂

20131208_092828

Jest tak jak lubię – przesympatycznie, wesoło i odprężająco. Całkowicie zapominamy, że to bieg – to czysta przyjemność, w dodatku w pięknych okolicznościach przyrody 🙂 . Na południowym brzegu niespodziewanie z naprzeciwka nadciąga Maciek 🙂 – ubrany na wojskowo, widać, że jego cel na ten czas przedzajęciowy jest inny – trening do Biegu Komandosa 🙂 . Przystaje przy nas, ale potem zaraz ucieka skończyć to, co zaczął 😉 . My docieramy do mostku, ale że czasu wiele jeszcze biegniemy, Aga proponuje mała pętlę, a potem zabiera nas do auta na ciepłą herbatę z termosu 🙂 . Smakuje wybornie! Endorfiny aż czuć namacalnie w powietrzu, usta same nam się układają w uśmiech. Wypełnia mnie takie euforyczne uczucie radości, połączonej z wielką przyjemnością z bycia tu i teraz razem 🙂 .

Kontrolujemy czas. Gdy zbliża się 10ta, wracamy na mostek. Magdusia marznie nieco, więc zamiast stać, krąży wokół nas w truchcie…Dołącza Maciek…Asfaltem przy nasypie kolejowym dociera też Magda B. Mimo, że Agnieszka sugeruje start już 5 minut po 10tej, ja chcę jeszcze chwilę zaczekać…Pędziwiatr wykorzystuje chwilę, by przebrać się w biegowe „cywilki”…

20131208_100256

…Nasza Magda krąży wciąż…

20131208_100303

a ja z Magdą B. strzelamy do siebie wzajemnie fleszami 🙂

20131208_100308

Nasza koleżanka nie pobiegnie dziś z nami – ma w planie 20km z inną grupą, która ma taki właśnie plan. Mimo, że nas zachęca, nie możemy do nich dołączyć – do składu dołącza Piotrek, ale też i Dorota, która z takim dystansem mogłaby sobie nie poradzić. 10 minut po 10tej dochodzimy do wniosku, że już nikt więcej nie dotrze…

20131208_100336

Startujemy mniej więcej w tym samym momencie, gdy Magda M. rusza z dwoma chłopakami na podbój Strzeszynka 😉 .

20131208_101312

Tym razem przypilnowałem, by na mojego Garmina nikt nie czekał 😀 .

20131208_101313

Aga musiała przystanąć, by zasznurować buty – teraz nas goni…

20131208_101319

…w swoim stylu – „energetycznie” i radośnie 🙂

20131208_101320

Razem przecieramy znany szlak. Przy okazji rozmawiamy z Piotrem o jego bieganiu i występie w ostatnim GP. Chwilami biegniemy gromadą, a chwilami jestem z przodu z Maćkiem. Fajnie się prowadzi stawkę, bo tempo podobne jest do tego z poprzedniego kółka – tak, byśmy mogli w ruchu pogadać 🙂 . W mig jesteśmy na „płaskowyżu” za podbiegiem. Tu dołącza do nas, biegnąca swoim tempem Dorota i robimy pauzę…

20131208_103444

20131208_103448

Biały puch kusi, by porzucać się śnieżkami 🙂 … Udaje mi się uniknąć trafienia 😉

20131208_103516

20131208_103519

Mimo, że dziś jest nas zaledwie kilkoro a towarzystwo się rozbawiło, Aga nie zamierza odpuścić ćwiczeń 😀 . My też, choć nie wszyscy się kwapią  – Maciek postanawia popatrzeć 😉 . Przerabiamy cotygodniowy zestaw, jest przy tym trochę śmiechu. Po odrobieniu „lekcji” wracamy do wygłupów – Piotrek, Aga, ja i Maciek, który z tej części nie rezygnuje 😉 rzucamy się śnieżkami i wykonujemy powszechnie znane „orzełki” na śniegu 😀 .

20131208_105351

20131208_105408

20131208_105421

20131208_105424

20131208_105431

Wstajemy, ale ochota na zabawę nie mija – znów ręce pracują 😉 …

20131208_105437

Śnieżna kule zaczynają fruwać…Nasza Magda, stoi na ławeczce z moim aparatem i stara się uwiecznić zamieszanie 😉 … I ona zostaje trafiona 😉 . Jestem blisko, więc w jednej chwili podnoszę naszego fotografa (Bożę, jakaż ona lekka! 😮 ) z zamiarem położenia w zaspie, jednak argument, że ma w ręce mój telefon, przemawia do mnie i spokojnie stawiam ją na ziemi 😉 😉 . Energia i ochota na ruch nie ulatuje – proponuję w drodze powrotnej kilka przebieżek…Dziewczyny sobie pogadują, ja z Maćkiem i Piotrem kilka razy startujemy do przodu sprintem, by po kilkudziesięciu metrach przejść do wolniutkiego truchtu…Gdy nasze panie do nas docierają, powtarzamy manewr – na ostatni odcinek wyciągamy i zatrzymujemy się dopiero przy mostku. Małe rozciąganko i pogaduchy. Siły niby jeszcze są, rozważam, czy ich jeszcze nie spożytkować, jednak ostatecznie ponad 12km uznaję za dobry rezultat i rezygnuję. Wcześniej namówiłem Magdusię, by nie odbijała do rogatki, ale pobiegła z nami, a ja najwyżej ją podwiozę autem. Teraz, gdy Piotrek deklaruje dalsze bieganie, nasza koleżanka zabiera się z nim…Ja z Maćkiem i Agą idę do auta na kilka łyków ciepłej herbaty i ostatnie kilka wspólnych chwil, a po nich już ruszam z Pędziwiatrem na pokładzie do domu 😉 .

Garmin zapisał…

Wrażenia…

Dziś był dzień relaksu. To oczywiste, że czasem, jak wczoraj, trzeba troszkę popracować, zmęczyć się, wylać nieco potu, by ruch miał jakieś przełożenie na szlif formy, ale ja najbardziej lubię tak spędzony czas, jak dzisiaj. Jestem leniem? 😀 No cóż, zapewne w takim samym stopniu, jak my wszyscy 🙂 …podobnie jak hedonistą 🙂 – ja po prostu lubię miło spędzać czas 😉 , a dziś tak własnie było. Spokojnie, lekko, wesoło i zabawnie 🙂 . Bieganiem trzeba się umieć bawić, by z niecierpliwością czekać na kolejny trening…Wtedy nawet burza śnieżna i tęgi mróz nie zatrzyma nas w domu…. 😉

Byle do czwartku….byle do czwartku.. 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *