Środa 28.08.2013r.

 

Praca, świetna zabawa i atak endorfin…

Mój dzień zwykle „wstaje” o 6:50…Budzi mnie delikatnym dźwiękiem Czesiu Niemen, zapraszając na „kolorową słodycz” do kawiarenki Pod Papugami 😀 …Co rano ociągam się z decyzją, by mu nie odmawiać, wydłużając drzemkę dwukrotnie o 10 minut 😉 …To pozwala mi delikatniej opuścić strefę komfortu….

Zapach kawy….Mmmmm….Każdy łyk sprawia przyjemność 🙂 ….Dziś wyjście do biura przedłuża się, jakbym wszystko robił nieśpiesznie i ze spokojem…Nie stresuję się, pierwszy wyjazd mam koło 10tej, a kolejny „punkt programu” o 12tej, przedtem muszę zajrzeć do poczty i przeredagować jedno pismo…

Uśmiech rozpromienia twarz o 9:48…

Wibruje komórka na biurku…Zaglądam…SMS….Magda: „19:15?”…:D 😀 Krótko. Konkretnie. Bez pytania „czy biegamy?”, przyjmując to za pewnik :D…Po prostu „19:15?” i już. Techniczne pytanie, a od razu wprowadza mnie to w doskonały nastrój….To staje się tak fajnym rytuałem 🙂 , człowiek czeka na to…Właściwie kierunek i dystans schodzą na plan dalszy 😀 , liczy się to, że się gromadką spotkamy, razem pobiegniemy, może wykąpiemy, ale na pewno pysznie się będziemy bawić 🙂 . Ja przezornie już wczoraj zapytałem Magdę, czy po niedzielnej „połówce” szczecińskiej, będzie w ogóle miała ochotę biegać – zapytałem, choć odpowiedź dobrze znałem, mogła być tylko jedna 🙂 . Ale było w niej coś jeszcze – dziś mamy zrobić też kilka podbiegów 🙂 – podoba mi się to, bo potrzebuje trochę pracy zarówno nad siłą biegową, jak i wytrzymałością…Podbiegi, a tekże interwały chciałbym wreszcie na stałe wpleść w to nasze luźne, radosne bieganie 🙂 ….Zobaczymy, czy dziś się uda, bo startując o 19:15 będziemy wracać już sporo po zachodzie słońca, na podbiegu będzie nam brakować światła…No ale będą czołówki…Tak czy inaczej – brzmi ekscytująco 😀 ….

Taki początek roboczego dnia sprawia, że jak tylko ogarniam się z obowiązkami, w pauzie obiadowej i później przerzucam sieć w poszukiwaniu ciekawych artykułów i filmów o wspomnianych środkach treningowych. Oba znam, oba „liznąłem” i oba są…moim przeznaczeniem 😀 . Marcin Nowak, jeszcze niedawno nasz eksportowy lekkoatleta, w swoim filmiku o sile biegowej wspomina o ciężkich nogach – to jedna z rzeczy, jaka mnie dopada przy dłuższych dystansach. Chciałbym w bieganiu wypracować więcej lekkości, więcej panowania nad objawami zmęczenia, takimi, jak wspomniane „ciągnięcie za sobą odnóży”. Niechybnie czeka mnie zrzucenie kilku kilogramów, co, przy moim hedonistycznym podejściu do życia, może być najtrudniejsze, ale intensywny ruch, jaki gwarantują podbiegi, rytmy, czy interwały może mi właśnie w tym pomóc – taki rodzaj wysiłku potrafi bardzo rozkręcić metabolizm. Wystarczy tylko w ryzach trzymać jedzenie…Tiaaaaaaa…..

Popołudnie nie obfituje w zajęcia, więc o 17tej już zamykam mój przybytek i ląduję w domu. Pomału szykuję plecak, picie, ciuchy, ręcznik – choć nie wiem, czy z kąpieli coś wyjdzie, bo niebo niespodziewanie przesłoniły czarne chmury i pokropiło…Mam trochę czasu na ćwiczenia, puszczam muzykę…W uchu dźwięczy przypomniany dziś przez Zet-kę stary hit U2 „I still haven’t found what I’m looking for”…:D 😀 …Rytm tego utworu jest rytmem mojego dzisiejszego dnia, w duszy już biegnę…razem z Bono…. 😀

Z Maćkiem jestem umówiony przed 19tą…Przed samym wyjściem dzwoni do mnie: „I co, lecimy?” pyta…”Jasne, Mistrzu :)” odpowiadam, dziwiąc się samym pytaniem…”W tym deszczu?”…Zaraz, zaraz – tak mnie rozkręciła muza, ćwiczenia i szykowanie, że nie monitorowałem tego, co na zewnątrz, a tu niebo szloch zamieniło w płacz 😉 ….Dziwna aura – słońce w drodze za horyzont i deszcz…”Pewnie, że lecimy – to przelotne. Zaraz jestem po Ciebie” – rzucam do słuchawki i wychodzę z domu…

Czekając na Maćka, podziwiam ten nagły pogodowy foch 🙂 – ozdobą jest piękna tęcza za plecami mojego auta….

20130828_185846

Pędziwiatr zjawia się szybko i możemy ruszać…Jak zwykle miło go widzieć 🙂 Czasu niewiele, a i okoliczności szczególne – nie chciałbym, by dziewczyny czekały na nas…w deszczu 😮 ….Parkowanie na Lotników, plecak na barki i szybkim krokiem w stronę przejścia podziemnego…Tu już nie pada, jakby niebiosa zrozumiały naszą determinację, a promienie słońca zza krawędzi chmur, które teraz rozświetlają nasze twarze, zdają się nieść przesłanie Opatrzności: „No dobrze, dobrze…żartowałem” 😀

Ze szczytu ulicy Bużańskiej widzimy dwie postaci przy torach – jedna, to na pewno Magda..Macham zamaszyście, podskakując – dostaję taka sama odpowiedź – znak to, ze Magdę też dziś już nosi 😀 ….Docieramy…

20130828_191557

Dusza się cieszy 🙂 . Witamy się serdecznie, a Magda przedstawia nam kolegę, Kamila, którego dziś zabrała ze sobą…

20130828_191642

Jak się okazuje tego, który jako pierwszy zachęcił ją do biegania 😀 – teraz role się odwróciły 🙂 . Miło poznać!! Rozglądam się za Agnieszką…Jest! Wysiada z auta i idąc do nas….

20130828_191645

– w swoim stylu – przeprasza za spóźnienie (choć zjawiliśmy się niemal w tej samej chwili) i zaraz gna przez tory, by startować!! 😀 . Jej energia wewnętrzna jest kosmiczna 🙂 . Idziemy w jej ślady – w międzyczasie wreszcie mogę Magdzie pogratulować startu w „połówce”, ale też podziwiać nowy zakup – bliźniaczą do mojej, ale ładniej „umaszczoną”, kolorową 610-tkę na nadgarstku 😀 😀 . No to jest nas dwoje…gadżeciarzy!!!!

Ruszamy i w biegu już wszyscy opowiadają się za tradycyjnym kierunkiem – pogoda ładnieje, nad jeziorem zjawimy się pewnie tuż po zachodzie słońca…Od samego niemal początku bryluje Magda, dziś rozemocjonowana półmaratonem w Szczecinie – opowiada wszystkie swoje przygody z nim związane. Słuchamy jej, rozmawiamy i śmiejemy się – wciąga nas opowieścią tak, że nie wiadomo kiedy mijamy Biskupińską. Magda emanuje wprost energią..Kilkaset metrów wcześniej do przodu wyrwał się Maciek, pytając tylko, czy biegniemy tam gdzie zwykle..Teraz już i my wkraczamy na ostatni odcinek do plaży…Proponuję Magdzie taką dłuższą przebieżkę i te ostatnie kilkaset metrów pokonujemy…galopem :D. Mocno wzięła sobie do serca zachętę – trzymam podobne tempo, potem jej nieco odpuszczam, by w końcówce próbować dogonić – ale bez szans 😀 😀 …. W tempie 3:30-3:40 osiągamy pomost 😀 ALE ZABAWA! Podobał mi się ten „ząb”, jaki pokazała „nasza półmaratonka” – nie odpuściła do samego końca, drzemie w niej SIŁA i MOC ….Za nami wolniej, ale też żwawiej niż większość trasy, dobijają Aga i Kamil…Tak, jak się spodziewałem, słonko zostawiło nam już tylko garść wspomnień na niebie, w całości już skrywając się za lasem kilka chwil temu…Aga od razu ściąga buty, by pochodzić po wodzie, Kamil również. Idziemy w ich ślady…

20130828_195602

20130828_195612

Tylko Magda niespecjalnie ma ochotę tym razem 🙂 …

20130828_195703

20130828_195939

Kamil odważnie deklaruje, że mimo „chłodnego” pierwszego wrażenia, on się wykąpie….W sumie temperatura nie jest niska, czuć już delikatny chłód wieczoru, ale nie ma wiatru, więc warunki kąpielowe są optymalne….Powiedział..i skorzystał 😀  – nawet się nie obejrzałem, kiedy on zrzucił wierzchnie ciuchy i odpłynął….”W suuuumie..” pomyślałem….Chwila i byłem już w wodzie 😀 …Ręcznik został w aucie, bo nie spodziewałem się jakiegoś wielkiego grupowego zainteresowania kąpielą, a samemu nie chciałoby mi się – ale nic, będę po prostu wracał „na mokro” :D.

Tylko pierwsze wrażenie „wieje” chłodem, potem jest tylko przyjemność. Relaks nie trwa jednak długo, bo trzeba zaraz wracać. Daję sobie chwilę na brzegu, kilka wymachów, odrobina ruchu, rozmowa…a potem już szybko zakładam „umundurowanie”, instaluję gadżety 🙂 , mocuję na głowie czołówkę i w drogę….

W lesie jest ciemno, własne światło daje komfort bezpiecznego poruszania się w podobnym tempie, jakie mieliśmy w tamta stronę…5:50-6:00. W powietrzu przecudny zapach letniego wieczoru, oddychającego lasu i traw….Pochłaniam go całym sobą…

To właśnie piękno tej pory roku ukryte w detalach….

Maciek z Agą wybiegają troszkę do przodu, my we troje truchtamy spokojnie, cały czas rozmawiając…Jest suuuuper 🙂 ….Takie wieczory na długo zapadną w pamięć….Mrok rozświetla moja czołowa „latarnia morska”, wokół tajemniczy las, z którego dobiegają gdzieś dalekie trzaski i szelesty…Wpatrzeni w świetlisty krąg na ścieżce, przemierzamy krok za krokiem przestrzeń pomiędzy jeziorami, ciesząc się chwilą…..

Obwodnicę przekraczamy bez postoju, o tej porze ruch tu już mniejszy…Ostatni odcinek do Rusałki pokonujemy już wszyscy razem…Magda monitoruje Kamila – to jego pierwsza taka dłuższa biegowa wycieczka. On sam decyduje, że ostatni kwałek przejdzie sobie marszem – i tak przebył z nami już 11 kilometrów! 🙂 . Ja natomiast z Magdą mam własny plan, zgodny z wczorajszą jej sugestią – zatrzymamy się przy podbiegu i zrobimy kilka szybszych kursów góra-dół. Będziemy zdani tylko na moją czołówkę, musimy więc zachować szczególną uwagę…Maciek z Agą pomału biegną dalej.

Bardzo mi się podoba zapał Magdy, nie trzeba jej zachęcać, sama rwie się do przodu. Jej energia jest zaraźliwa. Zrzucam plecak, chcę czuć się swobodnie. Startujemy pomału, by sobie nie zrobić krzywdy i nabieramy prędkości – biegniemy niemal bark w bark, bo musimy korzystać ze wspólnego „swietlistego kręgu”, by widzieć, gdzie stawiać stopy. Na szczycie nawrót i marszem w dół…Powtarzamy to cztery razy, za piątym zakładam plecak i proponuję: „Teraz dynamicznie, ale ciut wolniej, na płaskim truchcik, potem luźny zbieg i kolejny podbieg do torów znów wartko” 😀 . Magda oczywiście akceptuje. W ten sposób w kilka chwil jesteśmy przy rogatce ;)…Nasza wesoła grupa czeka na nas, rozciągamy się w ich towarzystwie i pogadujemy 😉 … Świetnie się czuję – biegowo i towarzysko spełniony, a endorfiny aż mnie rozpierają! 😀 

Machamy na pożegnanie dziewczynom, które rozjeżdżają się w przeciwnych kierunkach – oczywiście proponują nam podwózkę, ale zdecydowaliśmy się ten kawałek do mojego auta przejść 🙂 . W drodze nosi mnie, więc podskakuję i skipuję – rozmawiam z Maćkiem o tym co za nami, o wielkiej radości, jaką wlewają w serce te nasze wspólne, letnie, wieczorne biegania…W jak niezwykły sposób wspólny trening może łączyć ludzi, którzy jeszcze tak niedawno byli sobie obcy 😀 😀 . Zawsze uważałem, że najlepszym sposobem, by zbliżyć się do drugiego człowieka, poznać go, to razem z nim coś przeżyć…W bieganiu pokonujemy wspólnie własne słabości, a to mocno wiąże 🙂 .

Zanim odpalę auto, siadam z Maćkiem jeszcze na progu otwartego bagażnika, piszę smsa do Anity, bo mam coś dla niej od Moniki, ale niestety leży już w łóżku, więc nie ucieszy nas swoim widokiem. Trudno. Jest natomiast chwila, by jeszcze spokojnie chwilę pogadać o męskich i życiowych sprawach 🙂 ….

Garmin podpatrywał…

Wrażenia….

Niesamowite! Niezwykłe!…Z jednej strony przesympatyczny trucht wieczorną porą i powrót z własnymi światełkami, z drugiej przemiłe spotkanie, pełne entuzjazmu i uśmiechu 🙂 Do tego wybiegany nie wiadomo kiedy kilometraż, fajny sprint do samego brzegu, a potem solidnie zrobione podbiegi w świetle czołówki 😀 Sportowo patrząc, bardzo wartościowe półtorej godziny, towarzysko – bezcenne 🙂 . Świetna ilustracja Run4Fun 😀

Co szczególne – zawsze po bieganiu doświadczam czegoś, co nazwałbym stanem lekko euforycznym, tym razem jednak coś wewnątrz mnie po prostu R-O-Z-S-A-D-Z-A!! 😀 . Po powrocie do domu, wracam do muzyki, do U2 – brzmi jeszcze radośniej, a ja śpiewam w duecie z Bono i sam mam z siebie ubaw 😀

Takie właśnie są niezwykłe biegowe…powikłania 😀 😀 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *